hej! Tak dawno mnie tu nie było, że nie wiem od czago zacząć. Jak wiecie lub nie studiuje na kierunku lekarskim, a więc jeśli się uda w odleglej przyszłości będę lekarzem. Kiedyś myślałam, że to trudne dostać się na te studia, teraz myślę, że ciężko jest jest przetrwać, ale wszystko zależy od perspektywy przez jaką coś postrzegamy. Chcieliście wiedzieć jak jest na takich studiach i czuję się zobowiązana wam o tym opowiedzieć. Tak w wielkim skrócie. Uczycie się cały tydzień po to, żeby imprezować cały weekend. Wydaje wam się, że coś jest nie do ogarnięcia i że to z pewnością najtrudniejszy materiał, po czym go ogarniacie i dostajecie kolejną partię do nauki, przy której poziom poprzedniej to było dno. Ale jeśli spojrzycie na to wszystko później widzicie, że nie jest aż tak ciężko, że dajesz rade i nie ma rzeczy niemożliwych. To pokręcone prawda? Faktycznie studia medyczne nie równają się z żadnymi innymi, bo musisz się uczyć na każde zajęcia, ale to nie jest coś czego nie da się zrobić. Każdy ma gorsze dni, każdy ma chwile załamiania w których myśli, że nie da rady i że się do tego nie nadaje, ale wtedy trzeba przypomnieć sobie po co to robimy. Pomoc ludziom. Marzenia. I właśnie dlatego daje radę. Na tym kierunku jest wielu którzy studiują tylko po to, żeby kiedyś zarabiać grube hajsy i wiecie co, nie radzą sobie jakoś super. Dlaczego? Bo pieniądze nie są żadną motywacją.
Będąc z wami całkowicie szczera muszę przyznać, że myślałam, że to trudniejsze. Całe te studiowanie, nauka, kolokwia i zaliczenia. Wiem, że wszystko to czego się uczę jest w jakiś sposób istotne, chociaż na pierwszy rzut oka wcale się takie nie wydaje. To sprawia, że chce to umieć, bo to się przełoży na to jakim lekarzem będę (nie chce być byle jakim) i może dlatego nie jest to takie ciężkie? Bo nauka tego w jakiś chory sposób sprawia mi przyjemność? Nie wiem. Ale wiem, że jak ludzie mówią "uu studiujesz lekarski musi ci być ciężko, pewnie w ogóle nie masz wolnego czasu" mam ochotę położyć się i płakać ze śmiechu, że ktoś tak to odbiera.
Ale studiowanie to nie sama nauka. Bo jeśli ciągle będziemy siedzieć w książkach to zapomnimy po co w nich siedzimy. I tutaj z ratunkiem przychodzą organizacje studenckie. Sama do takiej należę i już zostałam współkoordynatorem wielkiego programu. Macie czasem takie coś, że coś w środku was krzyczy, żebyście coś zrobili i chociaż nie wiecie czy to dobre musicie zarezykować? Ja tak miałam kiedy zgłaszałam się do konkursu na koordynatora projektu. Nie wiedziałam czy dam radę, czy pogodzę naukę z organizacją akcji. Mój program polega na tym by zachęcić jak najwięcej ludzi do zostania dawcą szpiku. Sama nie mogę zostać dawcą, więc uznałam, że muszę wesprzeć to w inny sposób. Ludzie nie zdają sobie sprawy jakie to ważne. Wiecie, że ostatnio dla młodej dziewczyny nie było ani jednego zgodnego dawcy w bazie, a w samym moim województwie było aż 3 bliżniaków jej szpiku? Ale nie byli oni zarejestrowani... Może moja działalność zapobiegnie takiej sytuacji w przyszłości, bo trafie do tych osób i uświadomie im, że kilka komórek, których brak nie zrobi im różnicy może uratować czyjeś życie.
Ale nie o tym miałam pisać. Chcieliście wiedzieć jak to wszystko wygląda, ale prawda jest taka, że każdy widzi to inaczej. Ja osobiście uważam, że nie jest jakoś super hiper ciężko, bo mam dużo czasu na robienie "nie nauki", a później i tak wszystko zaliczam i nie tylko ledwo, ale na zadawalające wyniki, a są tacy którzy uważają, że jest ciężko i odradzają ten kierunek znajomym. Nie zarywam też nocek i śpię dłużej niż w liceum. Mam takie przedmioty jak anatomia, histologia, biochemia, biofizyka, chemia (już mi się skończyła, ale zaczełam pisać tą notkę baardzo dawno). Są wykłady i część praktyczna czyli ćwiczenia i tutaj forma zależy od przedmiotu. Głównie wykonujemy na nich doświadczenia, a na anatomii oglądamy narządy, struktury, zapoznajemy się z nimi i staramy się przenieść rysunki z atlasów na prawdziwe organy, bo w rzeczywistości nic nie jest idealne jak w książkach. Z każdego przedmiotu mamy zaliczenia, wejściówki, czy też wyjściówki. Najbardziej znane są "szpilki" to zaliczenie na anatomii, polega na tym, że asystent wbija w różne struktury na kości, mózgu czy innych narządach szpilkę z cyferką, a zadaniem studentów jest napisanie po łacinie w co jest ona wbita. To taka kartkóweczka z której dostajemy oceny. No i na studiach zaliczenie jest od 60%, wszystko poniżej to dwója czyli najniższa z ocen. Jeśli chodzi o wykłady to nawet nie umiem powiedzieć o czym są, bo zwykle robię coś innego.
Jestem szczęśliwa, że mam możliwość nauki tego co mnie naprawdę jara, czego nauka sprawia mi przyjemność. To wspaniałe, że widzą to też inni, że mówią mi, że się nadaję na lekarza i że z moją determinacją i pasją na pewno nim zostanę. Nic mnie tak nie motywuje.
Taka to oto chaotyczna notka o miłości mojego życia- kierunku lekarskim. Wiem kim chce być, wiem, że chcę poświęcić się temu cała i życzę takiej świadomości każdemu z was. Życzę wam, żebyście odnaleźli to co sprawia wam radość, daje możliwość rozwoju i rokuje na przyszłość, bo to najlepsze uczucie jakiego dotąd doznałam.
środa, 30 grudnia 2015
czwartek, 2 lipca 2015
Liebster Blog Award
Jakiś czas temu zostałam nominowana do LBA przez weronike (http://www.shawtyqueen.blogspot.com/) i justi (http://poziomkabloguje.blogspot.com) i dziś postanowiłam w końcu poświęcić na to chwilę czasu. LBA czyli Liebster Blog Award polega na tym, że jeden bloger nominuje kolejnego do odpowiedzenia na 11 pytań za "dobrze wykonaną robotę". Nie znam zbyt wielu blogerów, bo sama jestem raczej "cienką" blogerką, więc niestety nie nominuje nikogo, ale z chęcią odpowiem na zadane mi pytania, lets get started!
od Werki:
1. Jak długo prowadzisz bloga i czemu zdecydowałaś się na założenie go?
Bloga prowadzę od końca stycznia. Mam milion pomysłów na minutę, uwielbiam gotować, ćwiczyć, komponować outfity i chciałam się tym dzielić, dać gdzieś ujście mojej wyobraźni dlatego go załóżyłam.
2. W jakim kolorze najczęściej kupujesz ubrania?
Gdy otworzę moją szafę w oczy rzuca się kolor czarny, beżowy i biały, ale nie wiem dlaczego,
3. Ulubiony kosmetyk?
szminka od kate mos z rimmela
4. Lubisz zwierzęta? Masz jakieś?
Kocham zwierzęta, każde! Niestety nie mam żadnego, kiedyś miałam psy, jeden zdechł na nosówkę, drugiego rozjechał samochód i bardzo mnie to dotknęł, więco mama powiedziała, że narazie nie będziemy mieli zwierząt, bo nie przeżyje kolejnej straty :(
5. Lubisz robić zdjęcia?
Jasne, to cudowne, że jedną rzecz można sfotografować na milion sposobów zmieniając perspektywe czy kadr.
6. Ulubione wspomnienie z dzieciństwa?
Chodzenie z rodzicami na spacery, gdy mama trzymała mnie za jedną rękę, tata za drugą i na "trzy czte-ry" podnosili mnie za ręce, a ja myślałam, że latam :)
7. Jak ma na imię twój najlepszy przyjaciel?
Kamil, Justyna
8. Ulubiony ciuch w szafie?
spodnie z wysokim stanem z hm
9. Czym się interesujesz?
zdrowym odżywianiem się, kocham gotować i piec, próbować nowych przepisów, takie mini hobby
10. Jakie masz plany na lipiec i sierpień?
praaaca
11. Co lubisz robić w wolnych chwilach? :)
zdecydowanie czytać książki
od Justi:
1. Wyobraz sobie, ze uciekasz przed gangiem w Egipcie. W pewnym momencie dobiegasz do wypozyczalni "pojazdow" i musisz wybrac czym dalej bedziesz uciekac. Masz do wyboru osla lub wielblada. Co wybierasz?
Wielbłąda, w ogóle na jednej pozycji moich "rzeczy do zrobienia przed śmiercią" jest jazda na wielbłądzie.
2. Gdybys mogla pojsc na jeden koncert, niewazne, czy dana osoba/zespol nadal zyja, czyj koncert by to byl?
The Beatles
3. Jakie osoby sa dla ciebie inspiracja?
Audrey Hepburn, Zbigniew Religa,
Christina Yang (nie wiem cyz mogę się inspirować bohaterką serialu, ale tak właśnie jest)
4. Gdybys mogla przezyc jeden dzien jako inna osoba - kogo bys wybrala i dlaczego?
Ariana Grande
5. Musisz umowic sie na randke z Bronislawem Komorowskim lub Donaldem Tuskiem. Jaki jest twoj wybor?
trudny wybór, ale chyba Tusk
6. Wolisz kawe czy herbate?
kawe
7. Ulubiona bajka?
Wielka szóstka
8. Czy masz taka ksiazke lub taki film ktory zmienil/zmienila twoje zycie? (jesli tak - podaj tytul)
film: whiplash
9. Kim chcialabys zostac w przyszlosci?
lekarzem
10. Gdybys miala dwie minuty i przez ten czas sluchalaby cie kazda osoba na swiecie - co bys im powiedziala?
nie róbcie tego co powinniście zrobić tylko to co naprawdę chcecie zrobić, życie jest zbyt krótkie, by podporządkowywać je innym unieszczęśliwiając w ten sposób siebie
11. Jaki jest twoj ulubiony teledysk?
nie mam takiego :(
To już wszystko, dziękuję za odwiedzenie mnie, poświęcenie chwili na przeczytanie, kocham was i niestety już się żegnam do nastepnej notki.
~em
poniedziałek, 8 czerwca 2015
childhood
hej! Pisaliście do mnie na asku, żebym zrobiła notkę o byciu wiecznym dzieckiem. Jako, że temat ten jest dla mnie bliski uważam, że to świetny pomysł. Dzieciństwo to bezkonkurencyjnie najlepszy okres w życiu. Bo nigdy więcej nie będziemy już tak beztrsocy, z wiekiem życie dorzuci nam problemów, odpowiedzielaności, które będą nam ciążyły. Więc dlaczego mamy nie cieszyć się tym okresem jak najdłużej? Teraz trochę matematyki. Okres dzieciństwo trwa średnio do pójścia do gimnazjum, bo przeważnie już wtedy oczekują od nas odpowiedzialności, załóżmy, że 13 lat. Teraz okres młodzieńczy i dorosłość. Średnia wieku w Polsce wynosi 73lata dla mężczyzn i 81lat dla kobiet, średnia z tego 77lat. Krótkie porównanie 13 lat dzieciństwa konta 64 lata pozostałego życia. Czy tylko ja uważam, że to niesprawiedliwe?
Co rozumie się przez zachowywanie się jak dziecko? Oglądanie bajek? Większość osób, nawet tych "dorosłych" je lubi, ale się do tego nie przyzna :) Misie, kolorowe i słodkie gażdżety? Jaki ludzie widzą w nich problem? Tego nie potrafie zrozumieć. Czepianie się czegoś tylko dlatego, że ma narysowanego misia? Przecież to nie oni to noszą, a o gustach się ustawowo nie dyskutuje. Nie ma nic, powtarzam nic złego, że komuś podobają się takie rzeczy, tak samo jak nie ma nic złego w gażdżetach rockowych, typu emo itp, to każda osoba indywidualnie wybiera to co chce i co jej, a nie komuś innemu się podoba.
Jak ja to widze? Kieruje się prostą zasadą "będę jeszcze miała czas by być dorosła". Lubię bajki, przyciągają mnie w sklepie kolorowe produkty i naprawdę nie widzę w tym nic złego. Oczywiście, że spotykam się z komentarzami typu "czy ty kiedyś dorośniesz", ale w ogóle się tym nie przejmuje. To mój wybór, dlatego nie dotyka mnie to, że ktoś może się z tego śmiać i mieć mnie za dziecko. Nie warto zmieniać się tylko po to, żeby spodobać się społeczeństwu, bo coraz częściej dochodzę do wniosku, że to niewykonalne. Ludzie zawsze znajdą coś do czego będą mogli się przyczepić, ale co z tego? Właśnie w tym miejscu warto wspomnieć o dystansie. Jeśli będziemy podchodzili do każdej krytyki z dystansem i będziemy umieli się śmiać z siebie nikt nie sprawi nam przykrości swoimi komenatarzami.
Pomyślcie tylko ile razy słyszeliście od dorosłych "jakbym chciał znowu być dzieckiem" bo ja setki! Każdy to kiedyś przyzna, więc zamiast w przyszłości żałować, że to tak szybko minęło przedłużmy ten okres i cieszmy się z każdej chwili bycia dzieckiem, bo to naprawdę piękne!
Nie ważne ile masz lat, ważne jak się czujesz. Oczywiście nie można popaść w przesadę i cofać się w rozwoju biegając po domu w pieluszce ze smoczkiem w ustach, ale dopóki wykonujesz swoje obowiązki i jesteś odpowiedzialna możesz przytulać się do misi czy kupować "dziecinne" gażdżety. Bądź sobą, wyrażaj siebie i jeśli sprawia ci to przyjemność nie patrz na to co powiedzą inni!
Co rozumie się przez zachowywanie się jak dziecko? Oglądanie bajek? Większość osób, nawet tych "dorosłych" je lubi, ale się do tego nie przyzna :) Misie, kolorowe i słodkie gażdżety? Jaki ludzie widzą w nich problem? Tego nie potrafie zrozumieć. Czepianie się czegoś tylko dlatego, że ma narysowanego misia? Przecież to nie oni to noszą, a o gustach się ustawowo nie dyskutuje. Nie ma nic, powtarzam nic złego, że komuś podobają się takie rzeczy, tak samo jak nie ma nic złego w gażdżetach rockowych, typu emo itp, to każda osoba indywidualnie wybiera to co chce i co jej, a nie komuś innemu się podoba.
Jak ja to widze? Kieruje się prostą zasadą "będę jeszcze miała czas by być dorosła". Lubię bajki, przyciągają mnie w sklepie kolorowe produkty i naprawdę nie widzę w tym nic złego. Oczywiście, że spotykam się z komentarzami typu "czy ty kiedyś dorośniesz", ale w ogóle się tym nie przejmuje. To mój wybór, dlatego nie dotyka mnie to, że ktoś może się z tego śmiać i mieć mnie za dziecko. Nie warto zmieniać się tylko po to, żeby spodobać się społeczeństwu, bo coraz częściej dochodzę do wniosku, że to niewykonalne. Ludzie zawsze znajdą coś do czego będą mogli się przyczepić, ale co z tego? Właśnie w tym miejscu warto wspomnieć o dystansie. Jeśli będziemy podchodzili do każdej krytyki z dystansem i będziemy umieli się śmiać z siebie nikt nie sprawi nam przykrości swoimi komenatarzami.
Pomyślcie tylko ile razy słyszeliście od dorosłych "jakbym chciał znowu być dzieckiem" bo ja setki! Każdy to kiedyś przyzna, więc zamiast w przyszłości żałować, że to tak szybko minęło przedłużmy ten okres i cieszmy się z każdej chwili bycia dzieckiem, bo to naprawdę piękne!
Nie ważne ile masz lat, ważne jak się czujesz. Oczywiście nie można popaść w przesadę i cofać się w rozwoju biegając po domu w pieluszce ze smoczkiem w ustach, ale dopóki wykonujesz swoje obowiązki i jesteś odpowiedzialna możesz przytulać się do misi czy kupować "dziecinne" gażdżety. Bądź sobą, wyrażaj siebie i jeśli sprawia ci to przyjemność nie patrz na to co powiedzą inni!
To tyle jeszcze podziele się z wami motywującymi obrazkami i żegnam, stay young!
~em
sobota, 30 maja 2015
mniam
Słońce już grzeje, pogoda coraz ładniejsza, a co najważniejsze w sklepach i na straganach coraz więcej owoców w tym truskawek! Z truskawek można zrobić setki deserów, a w tej notce podzielę się z wami moim pomysłem na coś pysznego.
Gdy zapraszacie do siebie znajomych bądźcie kreatywni, zamiast miski z chrupkami postawcie miskę z kawałkami owoców, owocowymi szaszłykami lub ciasteczkami własnej roboty. Możecie również zrobić desery, które nie tylko świetnie wyglądają, ale też smakują. Okay, przejdzmy do sedna.
Warstwy możecie układać w dowolnej kolejności, dodawać własne dodatki, owoce, zrobić dodatkowy mus z innego owocu lub zamienić po prostu czymś truskawki. Bawcie się przepisami, komponujcie własne i pamiętajcie, że to jest milion razy lepsze dla waszego zdrowia niż półprodukty przygotowane wcześniej pełne wypełniaczy, konserwantów, cukrów i innych substancji, których lepiej unikać. To co jesz wpływa na twoje samopoczucie, a każdy chyba chce być w dobrym nastroju każdego dnia?
Gdy zapraszacie do siebie znajomych bądźcie kreatywni, zamiast miski z chrupkami postawcie miskę z kawałkami owoców, owocowymi szaszłykami lub ciasteczkami własnej roboty. Możecie również zrobić desery, które nie tylko świetnie wyglądają, ale też smakują. Okay, przejdzmy do sedna.
Czego potrzebujesz:
- truskawek
- jogurtu greckiego
- płatków zbożowych typu musli
- dowolnych suchych ciastek ( herbatniki, biszkopty, ciasteczka zbożowe, maślane)
Co dalej: Z truskawek przygotowujemy mus, czyli po prostu blenderujemy je lub miksujemy. Część wlewamy na dno do szklanki. Zasypujemy płatkami zbożowymi, następnie nakładamy warstwę jogurty. Następnie suche ciastka kruszymy i wsypujemy do szklanki, znów nakładamy jogurt i na koniec polewamy musem z truskawek. Prawda, że proste? Przygotowanie tego nie zajmie wam więcej niż 10 minut!
SMACZNEGO!
Warstwy możecie układać w dowolnej kolejności, dodawać własne dodatki, owoce, zrobić dodatkowy mus z innego owocu lub zamienić po prostu czymś truskawki. Bawcie się przepisami, komponujcie własne i pamiętajcie, że to jest milion razy lepsze dla waszego zdrowia niż półprodukty przygotowane wcześniej pełne wypełniaczy, konserwantów, cukrów i innych substancji, których lepiej unikać. To co jesz wpływa na twoje samopoczucie, a każdy chyba chce być w dobrym nastroju każdego dnia?
~em
wtorek, 26 maja 2015
mother's day
Matka (mama) – kobieta, która jest rodzicem, urodziła i zazwyczaj jednocześnie wychowuje własne dziecko. W prawie rodzinnym matka jest wstępną krewną pierwszego stopnia w linii prostej, od którego dziecko pochodzi bezpośrednio. W genealogii matkę i dziecko łączy filiacja, a matkę z ojcem łączy koicja.
Podstawowa definicja kobiety, która dała życie nowej istocie, ale czy to wystarczy? Czy definicja ta obejmuje miłość, poświęcenie i dobro jakie jest wpisane w matczyność? 26 maja, dzisiejsza data jest wyjątkowa, to dzień naszych mam. Kobiet, które nosiły nas 9 miesięcy w swoim ciele. Nie było to łatwe, były zmęczone, napotykały trudności w zwykłych czynnościach tj. wchodzenie po schodach. Martwiły się o nasze zdrowie, bały się czy będą potrafiły zapewnić nam opiekę i tyle miłości ile chciałyby nam dać. Matka to najważniejsza osoba w życiu każdego człowieka, bo to ona dała mu życie. Kiedy pokłócimy się z przyjaciółką, kiedy zostawi nas chłopak, kiedy mamy problemy, kiedy napotykamy trudności możemy liczyć na jej pomoc. Kiedy wydaje nam się, że cały świat jest przeciwko nam ona zawsze będzie po naszej stronie. Jak powiedział Józef Ignacy Kraszewski
"Jest jedyna miłość, która nie liczy na wzajemność, nie szczędzi ofiar, płacze a przebacza, odepchnięta wraca- to miłość macierzyńska"
Mama nie powie ci ile sprawiłeś jej cierpienia, ile wylała przez ciebie łez, nawet jeśli robiłeś to nieumyślnie na pewno zdażyło się to nie raz. Mama nigdy nie powie ci wielu rzeczy, bo nie chce sprawiać ci przykrości, więc ty pamiętaj, żeby nie sprawiać jej jej.
Czasami kłócimy się z naszymi mami, myślimy, że nas nie rozumieją, bo czegoś nam zakazują, na coś nie pozwalają. Nie potrafimy zrozumieć, że to dla naszego dobra, bo dla nas dobrem będzie kolejna impreza, noc pod namiotami, wakacje ze znajomymi czy późne wracanie do domu. Ale z wiekiem każdy zaczyna coraz bardziej i bardziej doceniać matczynną miłość. Dlatego nie tylko dzisiaj, ale jak najczęściej przytul swoją mamę i powiedz jak bardzo ją kochasz, bo pamiętaj, że kiedyś jej zabraknie i będziesz żałował, że nie mówiłeś jej tego codziennie.
Już od kilku dni w sklepach znajdziemy rabaty, promocje i specjalne produkty na dzień matki, ale pamiętajcie, że nie liczy się co jej kupicie i ile wydacie pieniędzy, liczy się gest. A najwspanialszym gestem będzie właśnie powiedzenie tych dwóch prostych słów "kocham cię" nie zapomnijcie o tym składając jej dzisiaj życzenia. Na pewno większość z was czytających ten blog jest młoda, nie ma własnych dochodów, bo wciąż się uczy, to nie znaczy, że nie możecie dać czegoś mamie. Wystarczy wyjść z domu na łąkę i nazbierać bukiet kwiatków, zrobić własnoręcznie ramkę i włożyć w nie wspólne zdjęcie, poprzątać w domu, zrobić mamie kawę i się do niej przytulić.
Podzielę się z wami przepisem na ciasto kawowo-kakaowo-jogurtowe, które możecie zrobić mamie dziś, ale też jutro, pojutrze, czy za dwa tygodnie. Sprawianie mamie radości, nie powinno ograniczać się do tego jednego dnia w ciągu roku. Starajcie się być dla swoich mam tak dobre jak dzisiaj codziennie, bo one na to zasługują!
Składniki:
- 1,5 szkl. mąki
- 2 jajka
- 1 szkl. jogurtu greckiego (może być gęsty naturalny)
- 1 szkl. cukru
- 60 gram masła lub margaryny
- 35 gram kako (ok. 12 małych łyżeczek)
- 3/4 łyżeczki proszku do pieczenia
- 1 i 3/4 łyżeczki sody oczyszczonej (ew. można zastąpić proszkiem do pieczenia)
- 2 łyżeczki kawy rozpuszczalnej (można dać nawet 3-4 dla wzmocnienia smaku)
- opcjonalnie dowolny aromat do ciasta, cukier wanilinowy, kawałki czekolady, bakalie
Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej.
Sposób przygotowania: Mąkę, proszek i sodę przesiać, wymieszać, odłożyć.Wszystkie składniki umieścić w misie miksera i zmiksować na gładką masę - krótko, tylko do połączenia się składników.Ciasto przelać do formy (tortownica o śr. 21 cm, lub blaszka 23 x 10 cm.) Piec około 50 minut w temperaturze 170ºC.
Ja do tego ciasta przygotowałam sos wiśniowy. Wystaczy wydrążyć z wiśni pestki i rozgnieść je widelcem, zmiskować mikserem, czy użyć do tego blendera. Następnie pokroić ciasto i polać sosem tuż przed podaniem. Oczywiście możecie wykorzystać do tego inne owoce, do czekoladowego ciasta pasują także maliny, ale to od was zależy jakich owoców użyjecie, możecie nawet pomieszać różne!
Najważniejsze, że mamie smakuje!
~em
czwartek, 19 marca 2015
springspringspringspring!
WIOOOSNA!
Wyjrzyj przez okno i powiedz, czy można nie kochać słońca? Wiosenne zapachy, słońce, wyższe temperatury, śpiewy ptaków, po prostu czuć jak wszystko budzi się do życia! To sprawia, że jestem taka szczęśliwa i nie mogę przestać się uśmiechać. A na dodatek zakopię głęboko w szafie czapkę i kurtkę, a wyciągnę moje letnie ubrania. Mam ochotę kupić nowe sukienki, spódniczki i bralety. Czuję się jak po dobrych prochach, naprawdę, moje samopoczucie zmieniło się o 180 stopni odkąd za oknem jest tak pięknie. Niestety mój nadmiar obowiązków nie zmalał ani ociupinkę... Ale nie mówmy o rzeczach przykrych. Obiecałam wam nową notkę, dlatego musiałam znależć czas na jej napisanie. Pisanie czegokolwiek na bloga i picie kawy jest naprawdę najlepszym oderwaniem się od książek. UWIELBIAM TO!Dzisiaj pokażę wam mój pierwszy wiosenny outfit, bez zimowej, ciężkiej kurtki. Miałam jej naprawdę dość.
buty: converse
spodnie: zara
torebka: stradivarius
kurtka: mohito
komin: h&m
sweterek: secondhand
spodnie: zara
torebka: stradivarius
kurtka: mohito
komin: h&m
sweterek: secondhand
Jeszcze jedna propozycja ode mnie. Jeśli w samej "skórzanej" kurteczce będzie nam za zimno niezłym wyjściem jest narzucenie na nią futrzanej kamizelki, "odnowimy" trochę look kurtki i przy okazji się ogrzejemy. Tak to wygląda u mnie z brązową ramoneską.
Aktywowałam aska, więc jeśli chcecie możecie pytać o wszystko, proponować tematy notek, jestem do waszej dyspozycji, so ask me! I pożegnam się z wami głupkowatym zdjęciem które oddaje mój nastrój w stu procentach! JUST SMILE BBY!
do następnej notki...
~em
wtorek, 10 marca 2015
room tour
Hej! Mam nadzieję, że ktoś jeszcze tutaj wchodzi i czyta moje wpisy. Po męczącym dniu, robię sobię chwilę przerwy i z karmelową herbatką pokażę wam mój pokój. Dostałam w komentarzach prośby, o "room tour", a więc oto i on. Zaznaczam, że ciąglę go dekoruje, mam w głowie kilka pomysłów i po maturze, gdy będę miała już więcej czasu postaram się je wdrążyć w życie.
Uwielbiam swój pokój, przede wszystkim dlatego, że jest mój. Przez większość czasu dzieliłam pokój z bratem, więc teraz doceniam moje własne cztery kąty bardziej niż cokolwiek innego. Po za tym zaprojektowałam go od zera, wybierałam farby, panele, płytę na meble, rączki do szuflad, dosłownie wszystko. Najważniejsze by we własnym pokoju czuć się dobrze, a ja czuję się w moim rewelacyjnie!
Jeśli chodzi o dodatki... MINIMALIZM. Najlepszą dekoracją każdego pokoju są kwiaty! Nie muszą to być drogie bukiety róż z kwieciarni, wystarczy kilka polnych kwiatków zerwanych podczas spaceru, czy jeden tulipan kupiony w drodze do domu. ( moje tulipany to prezent na dzień kobiet) Po za nimi kilka ramek ze zdjęciami z przyjaciółmi i zapachowe świeczki, które kocham i nie dopuszczam do tego, by ich zabrakło. Moje ulubione to te słodkie zapachy takie jak wanilia czy cynamon, kocham gdy pachnie nimi cały pokój.
Uwielbiam swój pokój, przede wszystkim dlatego, że jest mój. Przez większość czasu dzieliłam pokój z bratem, więc teraz doceniam moje własne cztery kąty bardziej niż cokolwiek innego. Po za tym zaprojektowałam go od zera, wybierałam farby, panele, płytę na meble, rączki do szuflad, dosłownie wszystko. Najważniejsze by we własnym pokoju czuć się dobrze, a ja czuję się w moim rewelacyjnie!
Jeśli chodzi o dodatki... MINIMALIZM. Najlepszą dekoracją każdego pokoju są kwiaty! Nie muszą to być drogie bukiety róż z kwieciarni, wystarczy kilka polnych kwiatków zerwanych podczas spaceru, czy jeden tulipan kupiony w drodze do domu. ( moje tulipany to prezent na dzień kobiet) Po za nimi kilka ramek ze zdjęciami z przyjaciółmi i zapachowe świeczki, które kocham i nie dopuszczam do tego, by ich zabrakło. Moje ulubione to te słodkie zapachy takie jak wanilia czy cynamon, kocham gdy pachnie nimi cały pokój.
A więc oto moje małe królestwo.
Podzielę się jeszcze z wami jeszcze kilkoma znalezionymi inspiracjami w internecie.
A jakie wystroje wam podobają się najbardziej? Jak wyglądają wasze pokoje?
Herbata się kończy, biologia się niecierpiliwi i jest zazdrosna, więc na dziś to już koniec. Jeśli macie jakieś propozycje kolejnych notek dajcie znać w komentarzach, a na pewno postaram się spełnić każde wasze życzenie. Dziękuję za to, że jesteście, za każde wyświetlenie, za każdy komentarz, za każdego obserwującego. Jeśli jeszcze nie obserwujesz mojego bloga, a chociaż w minimalnym stopniu ci się podoba, kliknij "dołącz do tej witrny" po prawej stronie na pasku, a wywołasz uśmiech na mojej twarzy. Kocham was.
~em.
piątek, 6 marca 2015
szybko i pysznie
hej! Dawno nic nie pisałam i już zaczynały mnie dręczyć wyrzuty sumienia, a więc jest i nowa notka. Gdybym powiedziała, że mam mało wolnego czasu to bym skłamała, bo prawda jest taka, że nie mam go wcale. Jak wiecie lub nie za dwa miesiące czeka mnie matura i strasznie, galaktycznie, nieziemsko się nią stresuje. No ale... Dam radę, bo muszę, right? Gdy w naszym życiu jest tyle obowiązków, nauki, pracy i problemów potrzebujemy jakichś przyjemności, a co jest lepsze od pysznego deseru? No okay, może by się coś znalazło, ale to też jest naprawdę wysoko w rankingu super sposobów na poprawę samopoczucia. Coś zdrowego i pysznego? Mrożony jogurt z owocami. Ostatnio mój numer jeden! Dwa ulubione produkty zblenderowane razem i zamrożone. Szybko, prosto i przyjemnie.
Czego potrzebujesz?
- jogurtu naturalnego,
- owoców wedle upodobania
Wystarczy, że zmiksujesz to razem blenderem i włożysz do zamrażarnika. Po kilku godzinach możesz rozkoszować się zrobionym przez siebie mrożonym jogurtem. Jeśli ten przepis potrzebuje wskazówek to tylko takich, że lepiej użyć do niego mięsistych owoców takich jak truskawki, kiwi czy banany, bo np. jabłko ciężko będzie dobrze utrzeć (chyba, że wcześniej je ugotujemy). Dobrze jest wyjąć jogurt wcześniej i poczekać, aż się trochę "rozpuści". Oczywiście, możesz łączyć różne owoce ze sobą. W komentarzach piszcie jakie wybraliście owoce no i czy wam smakowało:)
A tak totalnie z innej beczki. Nie wiem czy wiecie, ale ostatnio w lidlu był tydzień amerykański i nie mogłam nie kupić lodów robionych na podstawie "ben's & jerry". Osobiście nie przepadam za słodyczami typu ciastka czy czekolada, za to lody mogę zjadać tonami. Będąc w sklepie nie potrafiłam wybrać smaku, więc wzięłam dwa, a kolejnego dnia pojechałam po trzeci ( dorosła, zdecydowana, racjonalnie myśląca dziewiętnastolatka). A wy jedliście je? Które lubicie najbardziej?
Jeśli spodobała ci się notka dodaj mój blog do obserwowanych, to ogromna motywacja do wstawiania kolejnych i kolejnych wpisów. W komentarzu wyraż swoją opinię o blogu, notce lub deserze. Kocham was i już się żegnam, mam nadzieję, że nie na tak długo jak poprzednim razem.
Kocham.
~em.
poniedziałek, 16 lutego 2015
clothes
Jakiś czas temu dostałam prośbę o notkę z propozycjami zimowych outfitów do szkoły. Długo próbowałam się za to zabrać. Szczerze mówiąc gdy wstaje rano nakładam to co pierwszy wypadnie z szafy. Zimą moją niezawodną "stylówką" są swetry. Uwielbiam je. Są ciepłe i wygodne, a czego trzeba więcej, gdy na podwórku jest -10 stopni C? Zdarza się jednak, że nakładam spódniczki czy sukienki, bo wkładając zakolanówki, długie buty i kurtkę da się przetrwać w nich także mrozy.
Do konkretów.
W roli głównej spodnie z wysokim stanem, czyli mój ulubiony ciuch z szafy. Kocham nosić je w zestawieniu z krótkimi bluzami i sweterkami. Naprawdę warto sobie je kupić!
spodnie: h&m
bluza: sinsay
A tak przeważnie wychodzę z domu.
kurtka: bershka
jeansy: stradivarius
buty: nike janoski
buty: nike janoski
jeansy: h&m
kurtka: bershka
komin: h&m
buty: h&m
(wcale nie widać, że h&m to mój ulubiony sklep)
Jako, że obecnie nie mam czym robić zdjęć zestawień z mojej szafy
przygotowałam też propozycję na outfit z ubrań, które oferują teraz sieciówki.
do tego ulubiona bluzka i ew. złota biżuteria, ta dam gotowe;)
Skoro już jesteśmy w świecie ubrań pochwalę się wam moimi nowymi ogrodniczkami. Pierwszy raz zamawiałam coś z sheinside i jestem bardzo zadowolona. Po prostu się w nich zakochałam :o
stylowe skarpetki muszą być! XD
obserwujcie, komentujcie, dajcie znać co sądzicie, kocham was, pa ;*
~em.
czwartek, 12 lutego 2015
cookies
hej, jak mija tlusty czwartek? Ile paczkow juz zjedliscie?
Ja nie lubie paczkow, dlatego nie bede ich jadla, ale mam cos na zamiane. Wczoraj wieczorem zrobilam pyszne owsiane ciastka! To na pewno duzo mniej kaloryczna opcja, ale moim zdaniem takze duzo smaczniejsza! Sa proste i najlepsze jest to, ze wy decydujecie z czym beda! Mozecie dododac kazdy rodzaj orzechow, kawalki czekolady, rodzynki czy zurawine. Tak naprawde sami decydujecie jak beda smakowaly. Mam nadzieje, ze pokochacie je tak jak ja.
- 2 banany
- 1-2 lyzka miodu
- 1,5 szkl. platkow owsianych
- łyżeczka cynamonu
- orzech, bakalie, czekolada lub inne, wasze ulubione dodatki
przygotowanie:
Banany rozgniatamy (najlepiej blenderem, ale mozemy uzyc miksera, czy tez zwyklego widelca) nastepnie dodajemy miod i dokladnie mieszamy ( jesli wolicie slodkie ciastka dodajcie wiecej miodu nawet 2-3 lyzki). Teraz wystarczy dodac platki owsiane i nasze dodatki, wszystko razem wymieszac i ukladac na blaszce. Ciastka nie rosna, wiec mozemy klasc je w niewielkich odstepach. Pieczemy 15-20 minut w 160 stopniach na termoobiegu, po czym przewracamy i zostawiamy w piekarniku jeszcze 5 minut. To juz wszystko, nie mowilam, ze to proste? Smacznego :)
O czym warto pamietac?
* piekarnik musimy wczesniej nagrzac
* mozna dodac 2 lyzki gorzkiego kakao dla nadania im koloru
* na blaszke nakladalam je lyzka, delikatnie oklepywalam i wyrownywalam brzegi by byly okragle
* ja do ciastek dodalam zurawine, orzechy wloskie i pestki slonecznika
* najlepiej smakuja na drugi dzien
Przepraszam za wszystkie bledy, literowki i brak polskich znakow, ale pisze notke na telefonie w przerwie miedzy nauka. Mam nadzieje, ze mi wybaczycie:)
Jesli podoba wam się mój blog klikajcie "dolacz do tej witryny" na pasku po prawej stronie, kazdy nowy obserwujacy jest dla mnie ogromna motywacja do dodawania kolejnych i kolejnych notek, dziekuje za kazde wyswietlenie i komentarz.
~em
poniedziałek, 2 lutego 2015
workout!
hej! To znowu ja, tym razem chcę podzielić się z wami moją przygodą z ćwiczeniami. Chyba wszystko zaczęło się gdy poszłam do sportowego gimnazjum, od tamtej pory aktywność fizyczna jest ciągle obecna w moim życiu, więc to już prawie 6 lat! Dla wielu osób pierwsze skojarzenia ze słowem "trening" to zmęczenie, czy męczarnie. Wydaje mi się, że nie miały one styczności z ćwiczeniami, robiły coś źle lub z przymusu. Ćwicz dla siebie, nie innych, a gwarantuje, że przyniesie ci to dużo radości.
Aby zacząć nie musisz mieć nic oprócz chęci! Nie potrzebną są ci ciężarki, zastąp je butelkami z wodą lub wykonuj ćwiczenia bez nich! Mata? Rozłóż ręcznik. Specjalny top i szorty spotowe? Wystarczy stara rozciągnięta koszulka i dresy czy legginsy.
Chcę zaznaczyć, że nie uważam, że moja figura jest idealna. Wiem, że przede mną jeszcze dużo pracy. Nie uważam się za "niewiadomo kogo", żeby was pouczać. Nie jestem trenerem, nie mam skończonego żadnego kursu, więc wszystko co piszę jest sumą doświadczeń, czy informacji, które gdzieś wyczytałam, usłyszałam, więc bądźcie wyrozumiali.
Kilka rad ode mnie:
1. Najważniejsze w tym wszystkim jest znalezienie ćwiczeń które pokochacie. Ćwiczenie to nie tylko praca nad wymarzoną sylwetką, to dużo więcej. To satysfakcja, bycie dumną z siebie po każdym treningu, sposób na odreagowanie, naładowanie się pozytywną energią, poprawa kondycji. RUCH TO ZDROWIE! Ja obecnie nie wyobrażam sobie, że mogłabym nie ćwiczyć, gdy mam dzień przerwy nie mogę usiedzieć w miejscu i kładąc się spać mam wrażenie, że o czymś zapomniałam.
2. Pamiętajcie, że ćwicząc nie będziecie miały typowej figury "skinny", ale figurę typu "fit". Ja też zaczęłam ćwiczyć, by schudnąć. Zdaje sobie sprawę, że właśnie dlatego ćwiczy 80% społeczeństwa. Nie ma w tym nic złego, ale musimy zdać sobie sprawę z różnicy w byciu kościotrupem, a zgrabną i wysportowaną.
3.Gdy widzimy kogoś, kogo figura nam się podoba pytamy o to jakie ćwiczenia wykonuje. Pamiętajcie, że na każdego działają ćwiczenia w inny sposób i dla każdego inne będą odpowiednie... Oczywiście możemy się kierować opinią innych, ale nie traktujmy jej jako wyrocznie. Jeśli polecone ćwiczenia podobają się nam to super, ale jeśli sprawiają nam więcej bólu niż radości, zamieńmy je na coś innego. Mamy pokochać ten fragment dnia w którym ćwiczymy, a nie go znienawidzić przez nieodpowiednie ćwiczenia.
4. Zróbcie sobie taki kalendarzyk ćwiczeń i z radością skreślajcie kolejne dni na kartce. To naprawdę pomaga w systematycznym ćwiczeniu. Ja gdy opuszczam jakiś trening maluje w kratce danego dnia smutną minkę. Nienawidzę tego robić! Dlatego staram się by tych minek było jak najmniej i muszę mieć naprawdę dobry powód by zrezygnować z ćwiczeń. Może wam też to pomoże.
5. Gdy macie jakieś przeciwskazania do wykonywania ćwiczeń, czy chorujecie na coś skonsultujcie się z lekarzem, jaka aktywność fizyczna będzie zdrowa dla was.
6. MIĘŚNIE WAŻĄ WIĘCEJ NIŻ TŁUSZCZ! Nie rezygnujcie z ćwiczenia, bo wasza waga poszła w górę, to normalne! Wyrzućcie ją, albo schowajcie. Kupcie sobie miarkę i się mierzcie, a nie patrzcie na to ile ważycie.
7. Rozgrzewajcie się przed i rozciągajcie po!
W tej notce chyba nie mogę nie wspomnieć o Ewie Chodakowskiej, bo w Polsce to jej plany treningowe są chyba najpopularniejsze. Próbowałam z nią ćwiczyć, ale jej monotonne "trzymaj, jeszcze trochę" do mnie nie przemawia. Poczas jej ćwiczeń mam ochotę zasnąć. Moją ulubioną trenerką jest Mel B zaraża energią, jak nikt inny i podczas jej ćwiczeń naprawdę wierzysz, że dasz radę! Kocham każdy jej filmik pośladki, nogi, brzuch, czy cardio.
Właśnie kończę wyzwanie 30 dni z Mel B. Już wiem, że zapytacie o to czy są duże efekty. Największą zmianę widzę na brzuchu i pupie. Niewiele mogę powiedzieć o nogach, bo się nie zmierzyłam przed rozpoczęciem wyzwania, a po okresie 30 dni zmiany nie będą jakieś piorunujące. Praca nad ciałem jest ciężka i długa, ale warta każdego wysiłku!
Jeśli nie mieliście jeszcze kontaktu z ćwiczeniami, zacznijcie od czegoś lżejszego i z biegiem czasu zwiększajcie ilość i stopień zaawansowania ćwiczeń.
Jeśli chcielibyście podjąć wyzwanie 30 dni z Mel B wstawię wam tutaj playlisty. Gdy naciśniecie na dany dzień, przekieruje was na youtube do ułożonego treningu.
Poniedziałek Wtorek Środa Czwartek Piątek Sobota Niedziela
Dla tych mniej lub bardziej zaawansowanych polecam jedne z moich ulubionych ćwiczeń, tym razem od Tiffany. Są bardzo przyjemne, gdy mamy za sobą naprawdę męczący dzień lub brakuje nam czasu na dłuższy trening. 10 min Booty Shaking Waist Workout
Znajdźcie formę aktywności fizycznej którą pokochacie. Zobaczycie, że da wam to naprawdę dużo radości. Ćwiczenia z youtube nie są dla każdego, nie musisz ich robić, może wolisz biegać lub grać w piłkę nożną czy koszykówkę? Świetnie! Każda forma ruchu jest dobra.
Jeszcze jedno! "Czas" to nie wymówka. Jestem w klasie maturalnej, nauka pochłania 90% czasu który zostaje mi po odjęciu snu (chociaż czasem nawet z nim konkuruje), ale daje radę poświęcić 40 minut na trening. Prawie każdy marnuje godziny przed telewizorem czy komputerem, wystarczy zamienić je na trening!
Mam nadzieję, że znajdzie się jedna osoba, którą zachęciłam do wstania sprzed komputera i wykonania choćby kilku brzuszków czy przysiadów. Zróbcie to nie dla mnie, nie da mamy czy kolegów, zróbcie to dla siebie i waszego ciała.
Aby zacząć nie musisz mieć nic oprócz chęci! Nie potrzebną są ci ciężarki, zastąp je butelkami z wodą lub wykonuj ćwiczenia bez nich! Mata? Rozłóż ręcznik. Specjalny top i szorty spotowe? Wystarczy stara rozciągnięta koszulka i dresy czy legginsy.
Chcę zaznaczyć, że nie uważam, że moja figura jest idealna. Wiem, że przede mną jeszcze dużo pracy. Nie uważam się za "niewiadomo kogo", żeby was pouczać. Nie jestem trenerem, nie mam skończonego żadnego kursu, więc wszystko co piszę jest sumą doświadczeń, czy informacji, które gdzieś wyczytałam, usłyszałam, więc bądźcie wyrozumiali.
Kilka rad ode mnie:
1. Najważniejsze w tym wszystkim jest znalezienie ćwiczeń które pokochacie. Ćwiczenie to nie tylko praca nad wymarzoną sylwetką, to dużo więcej. To satysfakcja, bycie dumną z siebie po każdym treningu, sposób na odreagowanie, naładowanie się pozytywną energią, poprawa kondycji. RUCH TO ZDROWIE! Ja obecnie nie wyobrażam sobie, że mogłabym nie ćwiczyć, gdy mam dzień przerwy nie mogę usiedzieć w miejscu i kładąc się spać mam wrażenie, że o czymś zapomniałam.
2. Pamiętajcie, że ćwicząc nie będziecie miały typowej figury "skinny", ale figurę typu "fit". Ja też zaczęłam ćwiczyć, by schudnąć. Zdaje sobie sprawę, że właśnie dlatego ćwiczy 80% społeczeństwa. Nie ma w tym nic złego, ale musimy zdać sobie sprawę z różnicy w byciu kościotrupem, a zgrabną i wysportowaną.
fit is better
than skinny
3.Gdy widzimy kogoś, kogo figura nam się podoba pytamy o to jakie ćwiczenia wykonuje. Pamiętajcie, że na każdego działają ćwiczenia w inny sposób i dla każdego inne będą odpowiednie... Oczywiście możemy się kierować opinią innych, ale nie traktujmy jej jako wyrocznie. Jeśli polecone ćwiczenia podobają się nam to super, ale jeśli sprawiają nam więcej bólu niż radości, zamieńmy je na coś innego. Mamy pokochać ten fragment dnia w którym ćwiczymy, a nie go znienawidzić przez nieodpowiednie ćwiczenia.
4. Zróbcie sobie taki kalendarzyk ćwiczeń i z radością skreślajcie kolejne dni na kartce. To naprawdę pomaga w systematycznym ćwiczeniu. Ja gdy opuszczam jakiś trening maluje w kratce danego dnia smutną minkę. Nienawidzę tego robić! Dlatego staram się by tych minek było jak najmniej i muszę mieć naprawdę dobry powód by zrezygnować z ćwiczeń. Może wam też to pomoże.
to przykładowy kalendarzyk, który możecie wydrukować, ale zawsze możecie zrobić własny!
5. Gdy macie jakieś przeciwskazania do wykonywania ćwiczeń, czy chorujecie na coś skonsultujcie się z lekarzem, jaka aktywność fizyczna będzie zdrowa dla was.
6. MIĘŚNIE WAŻĄ WIĘCEJ NIŻ TŁUSZCZ! Nie rezygnujcie z ćwiczenia, bo wasza waga poszła w górę, to normalne! Wyrzućcie ją, albo schowajcie. Kupcie sobie miarkę i się mierzcie, a nie patrzcie na to ile ważycie.
7. Rozgrzewajcie się przed i rozciągajcie po!
To teraz o mnie...
Zaczynałam od popularnych brzuszków i biegania, potem odkryłam filmiki na youtube. Uwielbiam ćwiczenia z :
-XHIT Daily
-Mel B
-Fitappy
-Tiffany Rothe
Właśnie kończę wyzwanie 30 dni z Mel B. Już wiem, że zapytacie o to czy są duże efekty. Największą zmianę widzę na brzuchu i pupie. Niewiele mogę powiedzieć o nogach, bo się nie zmierzyłam przed rozpoczęciem wyzwania, a po okresie 30 dni zmiany nie będą jakieś piorunujące. Praca nad ciałem jest ciężka i długa, ale warta każdego wysiłku!
a oto ja... nawet nie wiecie jak się wstydzę to wstawiać, sama nie wiem dlaczego to robię....
Jeśli nie mieliście jeszcze kontaktu z ćwiczeniami, zacznijcie od czegoś lżejszego i z biegiem czasu zwiększajcie ilość i stopień zaawansowania ćwiczeń.
Jeśli chcielibyście podjąć wyzwanie 30 dni z Mel B wstawię wam tutaj playlisty. Gdy naciśniecie na dany dzień, przekieruje was na youtube do ułożonego treningu.
Poniedziałek Wtorek Środa Czwartek Piątek Sobota Niedziela
Dla tych mniej lub bardziej zaawansowanych polecam jedne z moich ulubionych ćwiczeń, tym razem od Tiffany. Są bardzo przyjemne, gdy mamy za sobą naprawdę męczący dzień lub brakuje nam czasu na dłuższy trening. 10 min Booty Shaking Waist Workout
Znajdźcie formę aktywności fizycznej którą pokochacie. Zobaczycie, że da wam to naprawdę dużo radości. Ćwiczenia z youtube nie są dla każdego, nie musisz ich robić, może wolisz biegać lub grać w piłkę nożną czy koszykówkę? Świetnie! Każda forma ruchu jest dobra.
Jeszcze jedno! "Czas" to nie wymówka. Jestem w klasie maturalnej, nauka pochłania 90% czasu który zostaje mi po odjęciu snu (chociaż czasem nawet z nim konkuruje), ale daje radę poświęcić 40 minut na trening. Prawie każdy marnuje godziny przed telewizorem czy komputerem, wystarczy zamienić je na trening!
Mam nadzieję, że znajdzie się jedna osoba, którą zachęciłam do wstania sprzed komputera i wykonania choćby kilku brzuszków czy przysiadów. Zróbcie to nie dla mnie, nie da mamy czy kolegów, zróbcie to dla siebie i waszego ciała.
Stay fit. Em.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

















.jpg)







.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)







.jpg)





.jpg)