niedziela, 10 stycznia 2016

uśmiech proszę ;)

Hej, to znowu ja! Dzisiaj pisze o... w sumie to nie mam pojęcia o czym jest ta notka, o czy miała być, po prostu poczułam chęć jej napisania.

Jutro wracam na uczelnie i na przywitanie mam dwa kolokwia, dlaczego wykładowcy są tacy okropni? HALO, czy ktoś może mi to powiedzieć? Mogę się topić w łzach i wariować, że nie umiem wszystkiego tak jakbym chciała,  w sumie nigdy nie będę zadowolona z poziomu swojej wiedzy, bo zawsze może być lepiej, ale wolę wyjść, ulepić bałwana, potaczać się w śniegu z siostrą i pojeździć na sankach. Ktoś mógłby powiedzieć "nie szkoda ci czasu? przecież jutro masz kolokwium", ale jeśli on woli kuć 24h na dobe no to powodzenia, życzę wszystkiego dobrego, ale to nie jest styl życia dla mnie.
Nie wiecie jak radzić sobie ze stresem? Odreagujcie, pobiegajcie, pobawcie się, zróbcie coś co sprawia wam przyjemność. Kiedy nam na czymś zależy skupiamy na tym całą uwagę, jesteśmy z siebie stale niezadowoleni, bo nie wszystko wyszło tak jakm chcieliśmy, ale to droga do nikąd. Nie chcę was odciągać od pracy, bo tak, ciężka praca jest ważna, ale jeszcze ważniejsze jest bycie szczęśliwym, bo to ułatwia wszystko. Twoje dobre samopoczucie wpływa na skupienie, na twoje wyniki, na to jak wyglądasz! Więc proszę nie zapominaj o sobie. Rób to co kochasz, na co masz danego dnia ochotę. Nie rezygnuj z czekolady, bo jest niezdrowa, czy spaceru, bo masz jutro sprawdzian. Jeśli będziesz żyła w zgodzie ze sobą, swoim ciałem, ono będzie dla ciebie lepsze. (dobra to brzmi mega dziwnie) Chodzi o to, że można siedzieć 8h przed książką i nie nauczyć się niczego, bo jesteśmy zmęczeni, rozproszeni i nie potrafimy się skupić, a można też nauczyć się wszystkiego w 2-3h. Może to brzmi dla was jak jakaś abstrakcja, ale mówię wam to, bo sama się o tym przekonałam. Powinniśmy nauczyć się stawiać siebie na pierwszym miejscu (ale nie jakoś obsesyjnie i egoistycznie, tylko z dystansem). Bo to da nam siłe i energie do dążenia do naszych celów.
Wyznaczamy sobie cele, których spełnienie ma nas uszczęśliwić, ale nie możemy przez całe dążenie do tego żyć w cierpieniu i rozpaczy.

Dziś wrzucę wam trochę zdjęć, bo jednym z moich postanowień na nowy rok, jest właśnie robienie ich w ogromnej ilości. Zdjęcia to naprawdę świetne pamiątki! Uwielbiam raz na jakiś czas usiąść z ciepłym kakaem i je pooglądać. Żałuje, że z wielu wydarzeń nie mam ani jednej nieudanej fotki. Zwykle uciekałam od aparatu, bo nie chciałam wyjść znowu źle, ale właśnie te "złe ujęcia" są najlepsze. Dlatego w 2016 zabraknie mi miejsca na wszystkich możliwych dyskach, bo będę fotografowała wszystko i wszędzie!


Na dziś to już wszystko, do kolejnej notki, pa! 
~em

sobota, 2 stycznia 2016

2016


2016 właśnie się zaczął, 

a ja się pytam jakim cudem 2015 tak szybko się skończył. Ten rok był dość ciężki, a może nie tyle ciężki co pełny nowych doświadczeń. Przygotowania do matury, matura, studniówka, zakończenie liceum, dostanie się na studia i studia, które mimo, że trwają dopiero 3 miesiące, ja czuję, że studiuje już kilka lat. 2015 był dobry, głównie dlatego, że wiele się we mnie zmieniło. Nastawienie do życia. Moja dojrzałość. Dla mnie początek roku jest wyjątkowo pełny natłoku myśli, ponieważ w styczniu obchodzę urodziny i nie mija tylko kolejny rok, ale robię się też coraz starsza. Ten czas jest w pewien sposób szczególny i chociaż gadanie "nowy rok nowa ja" jest oklepane i momentami już śmieszne, zawiera jakieś ziarenko prawdy. Jasne, że możemy się zmienić w dowolnej chwili naszego życia niezależnie czy jest to 5 maj, 18 października czy 1 stycznia, ale jako ludzie jesteśmy raczej słabi i potrzebujemy do wszystkiego motywacji i to nic złego, taka nasza natura. Niech 1 stycznia będzie taką motywacją do zrobienia porządnego podsumowania minionego roku. Niech każdy z nas zastanowi się co dobrego przyniósł 2015, a później co nie do końca nam wyszło i jak możemy to poprawić w 2016. Zróbmy też listę postanowień, bo czemu nie? Ale niech nie będą to wyliczenia typu:
-schudnę
-zacznę się lepiej uczyć
-będę więcej czytała 
-nie będę jadła słodyczy
Nie bądźmy aż tak przewidywalni, postanówmy sobie coś co ma znaczenie dla naszego życia, coś naprawdę istotnego dla naszych bliskich i zaplanujmy jak będziemy te postanowienie realizować. Nie żeby "zacznę się lepiej uczyć" było nieistotne, ale jest zbyt ogólne. Sami nie będziecie wiedzieli jak się za to zabrać, a gdy postanowicie poświęcać codziennie 15 minut po szkole na powtórzenie materiału przerobionego na lekcji z biologii to pomoże wam przyswoić ten materiał na dłużej. Po za tym, uczcie się tak jakbyście musieli ten materiał komuś wytłumaczyć. Wyszukujcie dodatkowe informacje w internecie, sprawdzajcie słów, których znaczenia nie rozumiecie. Zrozumcie to czego się uczycie, a żadne zadanie nie będzie dla was trudne. Zamiast "schudnę" postanówicie ćwiczyć w każdy poniedziałek cardio, a czwartek abs z mel b. 

Kolejną taka radą na nowy rok jest planowanie. Na początku wydaje się to głupie, bo jak kilka słów napisanych na kartce pomoże mi ogarnąć moje życie? Pomoże. Rano weździe samoprzylepną karteczkę, czy notesik i zapiszcie sobie konkretnie co powinniście dziś zrobić. Np.: po powrocie z uczelni odkurzę pokój, nauczę się nerwów przebiegających w obrebię szyji i odrobię angielski. Zobaczycie, że po pewnym czasie wejdzie wam to w nawyk i nie weźmiecie się za nic póki nie zaliczycie wyznaczonych sobie na ten dzień celów, a po nich zostanie wam chwila wolnego czasu na serial, książkę czy po prostu leniuchowanie. 

Nie zmienicie wszystkiego z dnia na dzień, ten rok nie będzie od razu kompletnie inny, ale małymi krokami możecie dojść do momentu, kiedy będziecie z siebie dumne przez to jak się poprawiliście, z ilu złych nawyków zrezygnowaliście i ile nowych, tych dobrych, nabyliście.

Teraz coś przyjemniejszego. Chcę wam życzyć wszystkiego najlepszego w nowym roku. Wliczając w te "wszystko" spełnienia w każdej dziedzinie życia, róbcie wszystko tak dobrze jak potraficie i bądźcie z siebie dumne, nawet jeśli coś nie jest idealne, bo żadko kiedy coś takie jest. Kochajcie siebie, akceptujcie swoje wady, bo to czyni was wyjątkowymi, jedynymi w swoim rodzaju. Nie chciejcie być jak ktoś, bądźcie sobą, a z osób, które uważacie za "goal" czerpcie inspiracje, ale nigdy ich nie naśladujcie. Dbajcie o siebie, róbcie to co kochacie, spełniajcie swoje potrzeby i marzenia, dążcie do wyznaczonych celów. Życzę wam, żeby ten rok był najlepszy z dotychczasowych i żeby był waszym rokiem!

Jeśli już mowa o nowym roku i postanowieniach podzielę się jednym z wami. Postanowiłam raz na jakiś czas pisać jakieś notki. Nie ważne czy ktoś to będzie czytał, chociaż byłoby miło. Macie czasami tak, że dopiero po powiedzeniu jakiegoś pytania na głos wpadanie na odpowiedź? Właśnie dlatego będę prowadziło tego bloga, bo czasem powiedzenie czegoś głośno pomaga. Tak więc będę się tutaj dzieliła myślami, pomysłami, inspiracjami i będę wdzieczna jeśli będziecie mi w tym towarzyszyć. 

~em

środa, 30 grudnia 2015

almost a doctor

hej! Tak dawno mnie tu nie było, że nie wiem od czago zacząć. Jak wiecie lub nie studiuje na kierunku lekarskim, a więc jeśli się uda w odleglej przyszłości będę lekarzem. Kiedyś myślałam, że to trudne dostać się na te studia, teraz myślę, że ciężko jest jest przetrwać, ale wszystko zależy od perspektywy przez jaką coś postrzegamy. Chcieliście wiedzieć jak jest na takich studiach i czuję się zobowiązana wam o tym opowiedzieć. Tak w wielkim skrócie. Uczycie się cały tydzień po to, żeby imprezować cały weekend. Wydaje wam się, że coś jest nie do ogarnięcia i że to z pewnością najtrudniejszy materiał, po czym go ogarniacie i dostajecie kolejną partię do nauki, przy której poziom poprzedniej to było dno. Ale jeśli spojrzycie na to wszystko później widzicie, że nie jest aż tak ciężko, że dajesz rade i nie ma rzeczy niemożliwych. To pokręcone prawda? Faktycznie studia medyczne nie równają się z żadnymi innymi, bo musisz się uczyć na każde zajęcia, ale to nie jest coś czego nie da się zrobić. Każdy ma gorsze dni, każdy ma chwile załamiania w których myśli, że nie da rady i że się do tego nie nadaje, ale wtedy trzeba przypomnieć sobie po co to robimy. Pomoc ludziom. Marzenia. I właśnie dlatego daje radę. Na tym kierunku jest wielu którzy studiują tylko po to, żeby kiedyś zarabiać grube hajsy i wiecie co, nie radzą sobie jakoś super. Dlaczego? Bo pieniądze nie są żadną motywacją.

Będąc z wami całkowicie szczera muszę przyznać, że myślałam, że to trudniejsze. Całe te studiowanie, nauka, kolokwia i zaliczenia. Wiem, że wszystko to czego się uczę jest w jakiś sposób istotne, chociaż na pierwszy rzut oka wcale się takie nie wydaje. To sprawia, że chce to umieć, bo to się przełoży na to jakim lekarzem będę (nie chce być byle jakim) i może dlatego nie jest to takie ciężkie? Bo nauka tego w jakiś chory sposób sprawia mi przyjemność? Nie wiem. Ale wiem, że jak ludzie mówią "uu studiujesz lekarski musi ci być ciężko, pewnie w ogóle nie masz wolnego czasu" mam ochotę położyć się i płakać ze śmiechu, że ktoś tak to odbiera.

Ale studiowanie to nie sama nauka. Bo jeśli ciągle będziemy siedzieć w książkach to zapomnimy po co w nich siedzimy. I tutaj z ratunkiem przychodzą organizacje studenckie. Sama do takiej należę i już zostałam współkoordynatorem wielkiego programu. Macie czasem takie coś, że coś w środku was krzyczy, żebyście coś zrobili i chociaż nie wiecie czy to dobre musicie zarezykować? Ja tak miałam kiedy zgłaszałam się do konkursu na koordynatora projektu. Nie wiedziałam czy dam radę, czy pogodzę naukę z organizacją akcji. Mój program polega na tym by zachęcić jak najwięcej ludzi do zostania dawcą szpiku. Sama nie mogę zostać dawcą, więc uznałam, że muszę wesprzeć to w inny sposób. Ludzie nie zdają sobie sprawy jakie to ważne. Wiecie, że ostatnio dla młodej dziewczyny nie było ani jednego zgodnego dawcy w bazie, a w samym moim województwie było aż 3 bliżniaków jej szpiku? Ale nie byli oni zarejestrowani... Może moja działalność zapobiegnie takiej sytuacji w przyszłości, bo trafie do tych osób i uświadomie im, że kilka komórek, których brak nie zrobi im różnicy może uratować czyjeś życie.

Ale nie o tym miałam pisać. Chcieliście wiedzieć jak to wszystko wygląda, ale prawda jest taka, że każdy widzi to inaczej. Ja osobiście uważam, że nie jest jakoś super hiper ciężko, bo mam dużo czasu na robienie "nie nauki", a później i tak wszystko zaliczam i nie tylko ledwo, ale na zadawalające wyniki, a są tacy którzy uważają, że jest ciężko i odradzają ten kierunek znajomym. Nie zarywam też nocek i śpię dłużej niż w liceum. Mam takie przedmioty jak anatomia, histologia, biochemia, biofizyka, chemia (już mi się skończyła, ale zaczełam pisać tą notkę baardzo dawno). Są wykłady i część praktyczna czyli ćwiczenia i tutaj forma zależy od przedmiotu. Głównie wykonujemy na nich doświadczenia, a na anatomii oglądamy narządy, struktury, zapoznajemy się z nimi i staramy się przenieść rysunki z atlasów na prawdziwe organy, bo w rzeczywistości nic nie jest idealne jak w książkach. Z każdego przedmiotu mamy zaliczenia, wejściówki, czy też wyjściówki. Najbardziej znane są "szpilki" to zaliczenie na anatomii, polega na tym, że asystent wbija w różne struktury na kości, mózgu czy innych narządach szpilkę z cyferką, a zadaniem studentów jest napisanie po łacinie w co jest ona wbita. To taka kartkóweczka z której dostajemy oceny. No i na studiach zaliczenie jest od 60%, wszystko poniżej to dwója czyli najniższa z ocen. Jeśli chodzi o wykłady to nawet nie umiem powiedzieć o czym są, bo zwykle robię coś innego.

Jestem szczęśliwa, że mam możliwość nauki tego co mnie naprawdę jara, czego nauka sprawia mi przyjemność. To wspaniałe, że widzą to też inni, że mówią mi, że się nadaję na lekarza i że z moją determinacją i pasją na pewno nim zostanę. Nic mnie tak nie motywuje.

Taka to oto chaotyczna notka o miłości mojego życia- kierunku lekarskim. Wiem kim chce być, wiem, że chcę poświęcić się temu cała i życzę takiej świadomości każdemu z was. Życzę wam, żebyście odnaleźli to co sprawia wam radość, daje możliwość rozwoju i rokuje na przyszłość, bo to najlepsze uczucie jakiego dotąd doznałam.

czwartek, 2 lipca 2015

Liebster Blog Award




Jakiś czas temu zostałam nominowana do LBA przez weronike (http://www.shawtyqueen.blogspot.com/) i justi (http://poziomkabloguje.blogspot.com) i dziś postanowiłam w końcu poświęcić na to chwilę czasu. LBA czyli Liebster Blog Award polega na tym, że jeden bloger nominuje kolejnego do odpowiedzenia na 11 pytań za "dobrze wykonaną robotę". Nie znam zbyt wielu blogerów, bo sama jestem raczej "cienką" blogerką, więc niestety nie nominuje nikogo, ale z chęcią odpowiem na zadane mi pytania, lets get started! 

od Werki:
1. Jak długo prowadzisz bloga i czemu zdecydowałaś się na założenie go?
Bloga prowadzę od końca stycznia. Mam milion pomysłów na minutę, uwielbiam gotować, ćwiczyć, komponować outfity i chciałam się tym dzielić, dać gdzieś ujście mojej wyobraźni dlatego go załóżyłam.
2. W jakim kolorze najczęściej kupujesz ubrania?
Gdy otworzę moją szafę w oczy rzuca się kolor czarny, beżowy i biały, ale nie wiem dlaczego, 
3. Ulubiony kosmetyk?
szminka od kate mos z rimmela 
4. Lubisz zwierzęta? Masz jakieś?
Kocham zwierzęta, każde! Niestety nie mam żadnego, kiedyś miałam psy, jeden zdechł na nosówkę, drugiego rozjechał samochód i bardzo mnie to dotknęł, więco mama powiedziała, że narazie nie będziemy mieli zwierząt, bo nie przeżyje kolejnej straty :(
5. Lubisz robić zdjęcia?
Jasne, to cudowne, że jedną rzecz można sfotografować na milion sposobów zmieniając perspektywe czy kadr.
6. Ulubione wspomnienie z dzieciństwa?
Chodzenie z rodzicami na spacery, gdy mama trzymała mnie za jedną rękę, tata za drugą i na "trzy czte-ry" podnosili mnie za ręce, a ja myślałam, że latam :)
7. Jak ma na imię twój najlepszy przyjaciel?
Kamil, Justyna
8. Ulubiony ciuch w szafie?
spodnie z wysokim stanem z hm
9. Czym się interesujesz?
zdrowym odżywianiem się, kocham gotować i piec, próbować nowych przepisów, takie mini hobby
10. Jakie masz plany na lipiec i sierpień?
praaaca
11. Co lubisz robić w wolnych chwilach? :)
zdecydowanie czytać książki
od Justi:
1.  Wyobraz sobie, ze uciekasz przed gangiem w Egipcie. W pewnym momencie dobiegasz do wypozyczalni "pojazdow" i musisz wybrac czym dalej bedziesz uciekac. Masz do wyboru osla lub wielblada. Co wybierasz?
Wielbłąda, w ogóle na jednej pozycji moich "rzeczy do zrobienia przed śmiercią" jest jazda na wielbłądzie.
2. Gdybys mogla pojsc na jeden koncert, niewazne, czy dana osoba/zespol nadal zyja, czyj koncert by to byl?
The Beatles 
3. Jakie osoby sa dla ciebie inspiracja?
Audrey Hepburn, Zbigniew Religa, 
Christina Yang (nie wiem cyz mogę się inspirować bohaterką serialu, ale tak właśnie jest)
4. Gdybys mogla przezyc jeden dzien jako inna osoba - kogo bys wybrala i dlaczego?
Ariana Grande
5. Musisz umowic sie na randke z Bronislawem Komorowskim lub Donaldem Tuskiem. Jaki jest twoj wybor?
trudny wybór, ale chyba Tusk
6. Wolisz kawe czy herbate?
kawe
7. Ulubiona bajka?
Wielka szóstka
8. Czy masz taka ksiazke lub taki film ktory zmienil/zmienila twoje zycie? (jesli tak - podaj tytul)
film: whiplash 
9.  Kim chcialabys zostac w przyszlosci?
lekarzem
10. Gdybys miala dwie minuty i przez ten czas sluchalaby cie kazda osoba na swiecie - co bys im powiedziala?
nie róbcie tego co powinniście zrobić tylko to co naprawdę chcecie zrobić, życie jest zbyt krótkie, by podporządkowywać je innym unieszczęśliwiając w ten sposób siebie
11. Jaki jest twoj ulubiony teledysk?
nie mam takiego :(

To już wszystko, dziękuję za odwiedzenie mnie, poświęcenie chwili na przeczytanie, kocham was i niestety już się żegnam do nastepnej notki.

~em



poniedziałek, 8 czerwca 2015

childhood

hej! Pisaliście do mnie na asku, żebym zrobiła notkę o byciu wiecznym dzieckiem. Jako, że temat ten jest dla mnie bliski uważam, że to świetny pomysł. Dzieciństwo to bezkonkurencyjnie najlepszy okres w życiu. Bo nigdy więcej nie będziemy już tak beztrsocy, z wiekiem życie dorzuci nam problemów, odpowiedzielaności, które będą nam ciążyły. Więc dlaczego mamy nie cieszyć się tym okresem jak najdłużej? Teraz trochę matematyki. Okres dzieciństwo trwa średnio do pójścia do gimnazjum, bo przeważnie już wtedy oczekują od nas odpowiedzialności, załóżmy, że 13 lat. Teraz okres młodzieńczy i dorosłość. Średnia wieku w Polsce wynosi 73lata dla mężczyzn i 81lat dla kobiet, średnia z tego 77lat. Krótkie porównanie 13 lat dzieciństwa konta 64 lata pozostałego życia. Czy tylko ja uważam, że to niesprawiedliwe?



Co rozumie się przez zachowywanie się jak dziecko? Oglądanie bajek? Większość osób, nawet tych "dorosłych" je lubi, ale się do tego nie przyzna :) Misie, kolorowe i słodkie gażdżety? Jaki ludzie widzą w nich problem? Tego nie potrafie zrozumieć. Czepianie się czegoś tylko dlatego, że ma narysowanego misia? Przecież to nie oni to noszą, a o gustach się ustawowo nie dyskutuje. Nie ma nic, powtarzam nic złego, że komuś podobają się takie rzeczy, tak samo jak nie ma nic złego w gażdżetach rockowych, typu emo itp, to każda osoba indywidualnie wybiera to co chce i co jej, a nie komuś innemu się podoba.

Jak ja to widze? Kieruje się prostą zasadą "będę jeszcze miała czas by być dorosła". Lubię bajki, przyciągają mnie w sklepie kolorowe produkty i naprawdę nie widzę w tym nic złego. Oczywiście, że spotykam się z komentarzami typu "czy ty kiedyś dorośniesz", ale w ogóle się tym nie przejmuje. To mój wybór, dlatego nie dotyka mnie to, że ktoś może się z tego śmiać i mieć mnie za dziecko. Nie warto zmieniać się tylko po to, żeby spodobać się społeczeństwu, bo coraz częściej dochodzę do wniosku, że to niewykonalne. Ludzie zawsze znajdą coś do czego będą mogli się przyczepić, ale co z tego? Właśnie w tym miejscu warto wspomnieć o dystansie. Jeśli będziemy podchodzili do każdej krytyki z dystansem i będziemy umieli się śmiać z siebie nikt nie sprawi nam przykrości swoimi komenatarzami.



Pomyślcie tylko ile razy słyszeliście od dorosłych "jakbym chciał znowu być dzieckiem" bo ja setki! Każdy to kiedyś przyzna, więc zamiast w przyszłości żałować, że to tak szybko minęło przedłużmy ten okres i cieszmy się z każdej chwili bycia dzieckiem, bo to naprawdę piękne!

 


Nie ważne ile masz lat, ważne jak się czujesz. Oczywiście nie można popaść w przesadę i cofać się w rozwoju biegając po domu w pieluszce ze smoczkiem w ustach, ale dopóki wykonujesz swoje obowiązki i jesteś odpowiedzialna możesz przytulać się do misi czy kupować "dziecinne" gażdżety. Bądź sobą, wyrażaj siebie i jeśli sprawia ci to przyjemność nie patrz na to co powiedzą inni!




To tyle jeszcze podziele się z wami motywującymi obrazkami i żegnam, stay young!









~em

sobota, 30 maja 2015

mniam

Słońce już grzeje, pogoda coraz ładniejsza, a co najważniejsze w sklepach i na straganach coraz więcej owoców w tym truskawek! Z truskawek można zrobić setki deserów, a w tej notce podzielę się z wami moim pomysłem na coś pysznego.

Gdy zapraszacie do siebie znajomych bądźcie kreatywni, zamiast miski z chrupkami postawcie miskę z kawałkami owoców, owocowymi szaszłykami lub ciasteczkami własnej roboty. Możecie również zrobić desery, które nie tylko świetnie wyglądają, ale też smakują. Okay, przejdzmy do sedna.

Czego potrzebujesz:
- truskawek
- jogurtu greckiego 
- płatków zbożowych typu musli 
- dowolnych suchych ciastek ( herbatniki, biszkopty, ciasteczka zbożowe, maślane)

Co dalej: Z truskawek przygotowujemy mus, czyli po prostu blenderujemy je lub miksujemy. Część wlewamy na dno do szklanki. Zasypujemy płatkami zbożowymi, następnie nakładamy warstwę jogurty. Następnie suche ciastka kruszymy i wsypujemy do szklanki, znów nakładamy jogurt i na koniec polewamy musem z truskawek. Prawda, że proste? Przygotowanie tego nie zajmie wam więcej niż 10 minut!

SMACZNEGO!



Warstwy możecie układać w dowolnej kolejności, dodawać własne dodatki, owoce, zrobić dodatkowy mus z innego owocu lub zamienić po prostu czymś truskawki. Bawcie się przepisami, komponujcie własne i pamiętajcie, że to jest milion razy lepsze dla waszego zdrowia niż półprodukty przygotowane wcześniej pełne wypełniaczy, konserwantów, cukrów i innych substancji, których lepiej unikać. To co jesz wpływa na twoje samopoczucie, a każdy chyba chce być w dobrym nastroju każdego dnia?

~em

wtorek, 26 maja 2015

mother's day

Matka (mama) – kobieta, która jest rodzicem, urodziła i zazwyczaj jednocześnie wychowuje własne dziecko. W prawie rodzinnym matka jest wstępną krewną pierwszego stopnia w linii prostej, od którego dziecko pochodzi bezpośrednio. W genealogii matkę i dziecko łączy filiacja, a matkę z ojcem łączy koicja.
Podstawowa definicja kobiety, która dała życie nowej istocie, ale czy to wystarczy? Czy definicja ta obejmuje miłość, poświęcenie i dobro jakie jest wpisane w matczyność? 26 maja, dzisiejsza data jest wyjątkowa, to dzień naszych mam. Kobiet, które nosiły nas 9 miesięcy w swoim ciele. Nie było to łatwe, były zmęczone, napotykały trudności w zwykłych czynnościach tj. wchodzenie po schodach. Martwiły się o nasze zdrowie, bały się czy będą potrafiły zapewnić nam opiekę i tyle miłości ile chciałyby nam dać. Matka to najważniejsza osoba w życiu każdego człowieka, bo to ona dała mu życie. Kiedy pokłócimy się z przyjaciółką, kiedy zostawi nas chłopak, kiedy mamy problemy, kiedy napotykamy trudności możemy liczyć na jej pomoc. Kiedy wydaje nam się, że cały świat jest przeciwko nam ona zawsze będzie po naszej stronie. Jak powiedział Józef Ignacy Kraszewski 
"Jest jedyna miłość, która nie liczy na wzajemność, nie szczędzi ofiar, płacze a przebacza, odepchnięta wraca- to miłość macierzyńska" 
Mama nie powie ci ile sprawiłeś jej cierpienia, ile wylała przez ciebie łez, nawet jeśli robiłeś to nieumyślnie na pewno zdażyło się to nie raz. Mama nigdy nie powie ci wielu rzeczy, bo nie chce sprawiać ci przykrości, więc ty pamiętaj, żeby nie sprawiać jej jej.
Czasami kłócimy się z naszymi mami, myślimy, że nas nie rozumieją, bo czegoś nam zakazują, na coś nie pozwalają. Nie potrafimy zrozumieć, że to dla naszego dobra, bo dla nas dobrem będzie kolejna impreza, noc pod namiotami, wakacje ze znajomymi czy późne wracanie do domu. Ale z wiekiem każdy zaczyna coraz bardziej i bardziej doceniać matczynną miłość. Dlatego nie tylko dzisiaj, ale jak najczęściej przytul swoją mamę i powiedz jak bardzo ją kochasz, bo pamiętaj, że kiedyś jej zabraknie i będziesz żałował, że nie mówiłeś jej tego codziennie. 
Już od kilku dni w sklepach znajdziemy rabaty, promocje i specjalne produkty na dzień matki, ale pamiętajcie, że nie liczy się co jej kupicie i ile wydacie pieniędzy, liczy się gest. A najwspanialszym gestem będzie właśnie powiedzenie tych dwóch prostych słów "kocham cię" nie zapomnijcie o tym składając jej dzisiaj życzenia. Na pewno większość z was czytających ten blog jest młoda, nie ma własnych dochodów, bo wciąż się uczy, to nie znaczy, że nie możecie dać czegoś mamie. Wystarczy wyjść z domu na łąkę i nazbierać bukiet kwiatków, zrobić własnoręcznie ramkę i włożyć w nie wspólne zdjęcie, poprzątać w domu, zrobić mamie kawę i się do niej przytulić.  
Podzielę się z wami przepisem na ciasto kawowo-kakaowo-jogurtowe, które możecie zrobić mamie dziś, ale też jutro, pojutrze, czy za dwa tygodnie. Sprawianie mamie radości, nie powinno ograniczać się do tego jednego dnia w ciągu roku. Starajcie się być dla swoich mam tak dobre jak dzisiaj codziennie, bo one na to zasługują!
Składniki:
  • 1,5 szkl. mąki
  • 2 jajka
  • 1 szkl. jogurtu greckiego (może być gęsty naturalny)
  • 1 szkl. cukru
  • 60 gram masła lub margaryny 
  • 35 gram kako (ok. 12 małych łyżeczek)
  • 3/4 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 i 3/4 łyżeczki sody oczyszczonej (ew. można zastąpić proszkiem do pieczenia)
  • 2 łyżeczki kawy rozpuszczalnej (można dać nawet 3-4 dla wzmocnienia smaku)
  • opcjonalnie dowolny aromat do ciasta, cukier wanilinowy, kawałki czekolady, bakalie

Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej. 
Sposób przygotowania: Mąkę, proszek i sodę przesiać, wymieszać, odłożyć.Wszystkie składniki umieścić w misie miksera  i zmiksować na gładką masę - krótko, tylko do połączenia się składników.Ciasto przelać do formy (tortownica o śr. 21 cm, lub blaszka 23 x 10 cm.) Piec około 50 minut w temperaturze 170ºC.

Ja do tego ciasta przygotowałam sos wiśniowy. Wystaczy wydrążyć z wiśni pestki i rozgnieść je widelcem, zmiskować mikserem, czy użyć do tego blendera. Następnie pokroić ciasto i polać sosem tuż przed podaniem. Oczywiście możecie wykorzystać do tego inne owoce, do czekoladowego ciasta pasują także maliny, ale to od was zależy jakich owoców użyjecie, możecie nawet pomieszać różne! 

Najważniejsze, że mamie smakuje!

~em