hej! Tak dawno mnie tu nie było, że nie wiem od czago zacząć. Jak wiecie lub nie studiuje na kierunku lekarskim, a więc jeśli się uda w odleglej przyszłości będę lekarzem. Kiedyś myślałam, że to trudne dostać się na te studia, teraz myślę, że ciężko jest jest przetrwać, ale wszystko zależy od perspektywy przez jaką coś postrzegamy. Chcieliście wiedzieć jak jest na takich studiach i czuję się zobowiązana wam o tym opowiedzieć. Tak w wielkim skrócie. Uczycie się cały tydzień po to, żeby imprezować cały weekend. Wydaje wam się, że coś jest nie do ogarnięcia i że to z pewnością najtrudniejszy materiał, po czym go ogarniacie i dostajecie kolejną partię do nauki, przy której poziom poprzedniej to było dno. Ale jeśli spojrzycie na to wszystko później widzicie, że nie jest aż tak ciężko, że dajesz rade i nie ma rzeczy niemożliwych. To pokręcone prawda? Faktycznie studia medyczne nie równają się z żadnymi innymi, bo musisz się uczyć na każde zajęcia, ale to nie jest coś czego nie da się zrobić. Każdy ma gorsze dni, każdy ma chwile załamiania w których myśli, że nie da rady i że się do tego nie nadaje, ale wtedy trzeba przypomnieć sobie po co to robimy. Pomoc ludziom. Marzenia. I właśnie dlatego daje radę. Na tym kierunku jest wielu którzy studiują tylko po to, żeby kiedyś zarabiać grube hajsy i wiecie co, nie radzą sobie jakoś super. Dlaczego? Bo pieniądze nie są żadną motywacją.
Będąc z wami całkowicie szczera muszę przyznać, że myślałam, że to trudniejsze. Całe te studiowanie, nauka, kolokwia i zaliczenia. Wiem, że wszystko to czego się uczę jest w jakiś sposób istotne, chociaż na pierwszy rzut oka wcale się takie nie wydaje. To sprawia, że chce to umieć, bo to się przełoży na to jakim lekarzem będę (nie chce być byle jakim) i może dlatego nie jest to takie ciężkie? Bo nauka tego w jakiś chory sposób sprawia mi przyjemność? Nie wiem. Ale wiem, że jak ludzie mówią "uu studiujesz lekarski musi ci być ciężko, pewnie w ogóle nie masz wolnego czasu" mam ochotę położyć się i płakać ze śmiechu, że ktoś tak to odbiera.
Ale studiowanie to nie sama nauka. Bo jeśli ciągle będziemy siedzieć w książkach to zapomnimy po co w nich siedzimy. I tutaj z ratunkiem przychodzą organizacje studenckie. Sama do takiej należę i już zostałam współkoordynatorem wielkiego programu. Macie czasem takie coś, że coś w środku was krzyczy, żebyście coś zrobili i chociaż nie wiecie czy to dobre musicie zarezykować? Ja tak miałam kiedy zgłaszałam się do konkursu na koordynatora projektu. Nie wiedziałam czy dam radę, czy pogodzę naukę z organizacją akcji. Mój program polega na tym by zachęcić jak najwięcej ludzi do zostania dawcą szpiku. Sama nie mogę zostać dawcą, więc uznałam, że muszę wesprzeć to w inny sposób. Ludzie nie zdają sobie sprawy jakie to ważne. Wiecie, że ostatnio dla młodej dziewczyny nie było ani jednego zgodnego dawcy w bazie, a w samym moim województwie było aż 3 bliżniaków jej szpiku? Ale nie byli oni zarejestrowani... Może moja działalność zapobiegnie takiej sytuacji w przyszłości, bo trafie do tych osób i uświadomie im, że kilka komórek, których brak nie zrobi im różnicy może uratować czyjeś życie.
Ale nie o tym miałam pisać. Chcieliście wiedzieć jak to wszystko wygląda, ale prawda jest taka, że każdy widzi to inaczej. Ja osobiście uważam, że nie jest jakoś super hiper ciężko, bo mam dużo czasu na robienie "nie nauki", a później i tak wszystko zaliczam i nie tylko ledwo, ale na zadawalające wyniki, a są tacy którzy uważają, że jest ciężko i odradzają ten kierunek znajomym. Nie zarywam też nocek i śpię dłużej niż w liceum. Mam takie przedmioty jak anatomia, histologia, biochemia, biofizyka, chemia (już mi się skończyła, ale zaczełam pisać tą notkę baardzo dawno). Są wykłady i część praktyczna czyli ćwiczenia i tutaj forma zależy od przedmiotu. Głównie wykonujemy na nich doświadczenia, a na anatomii oglądamy narządy, struktury, zapoznajemy się z nimi i staramy się przenieść rysunki z atlasów na prawdziwe organy, bo w rzeczywistości nic nie jest idealne jak w książkach. Z każdego przedmiotu mamy zaliczenia, wejściówki, czy też wyjściówki. Najbardziej znane są "szpilki" to zaliczenie na anatomii, polega na tym, że asystent wbija w różne struktury na kości, mózgu czy innych narządach szpilkę z cyferką, a zadaniem studentów jest napisanie po łacinie w co jest ona wbita. To taka kartkóweczka z której dostajemy oceny. No i na studiach zaliczenie jest od 60%, wszystko poniżej to dwója czyli najniższa z ocen. Jeśli chodzi o wykłady to nawet nie umiem powiedzieć o czym są, bo zwykle robię coś innego.
Jestem szczęśliwa, że mam możliwość nauki tego co mnie naprawdę jara, czego nauka sprawia mi przyjemność. To wspaniałe, że widzą to też inni, że mówią mi, że się nadaję na lekarza i że z moją determinacją i pasją na pewno nim zostanę. Nic mnie tak nie motywuje.
Taka to oto chaotyczna notka o miłości mojego życia- kierunku lekarskim. Wiem kim chce być, wiem, że chcę poświęcić się temu cała i życzę takiej świadomości każdemu z was. Życzę wam, żebyście odnaleźli to co sprawia wam radość, daje możliwość rozwoju i rokuje na przyszłość, bo to najlepsze uczucie jakiego dotąd doznałam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz